stałam na deszczu... nie mogłam uwierzyc w to co usłyszałam przed chwila... mój Boże.. same nieszczescia.. dziecko... Dawid.. teraz to!!!
- Monika!!! chodz przeziebisz sie!! - usłyszałam krzyk Toma...
- Ide.. - ja. Zrezygnowana i przemoczona poszłam do Billusia.
- Bill kochanie. obudz sie.... obudz sie prosze!!! - wciaz do niego mówiłam.. ciekawe czy mnie słyszy.. podobno ludzie w spiaczce wszystko slysza. Zasnełam z głowa oparta o łózko Billa. Trzymałam jego dłon. I nagle scena prosto z filmu: Bill ruszył palcami i powiedział:
- Monika... Moni¶.. - własciwie wyszeptał jakby nie miał siły mówić
- Bill... jestem tu cały czas.. kochamie jak sie czujesz?? - ja
- ¬le... - ledwo co ruszał ustami..
- Monika... nie moge sie ruszyc... ani nogani ani rekami... - Bill
- Kotku... - ja. Wszedł lekarz
- Obudził sie pan!!!
- No - Bill
- Moze sie pan ruszyc?? - lekarz
- Nie, jestem sparalizowany... - Bill
- Niedobrze.. - powiedział cicho lekarz
- Slucham?? - ja
- Moge pania prosic?? - lekarz
- Kochanie poczekaj chwilke zaraz wracam - ja. Wyszłam za doktorem miałam nadzieje ze powie cos dobrego ze Bill z tego wyjdzie...
- Prosze pani... jesli pani narzeczony za tydzien nie poruszy nogani, lub czymkolwiek... to... nie bedzie mógł chodzic... - lekarz
- Co???? tylko tydzien??? nie nie nie!!! on napewno bedzie chodził!!!!!!! - no cóz podniosłam głos.. ale nie dziwcie sie byłam zdenerwowana.
- Kochanie co sie stało?? - Bill gdy weszłam do pokoju
- Bill kochanie.. - przytuliłam sie do niego i zaczełam płakac... - jesli przez tydzien nie ruszysz nogami to... to... - jan Nie mogło mi to przejsc przez gardło.
- Nie bede mógł chodzić?? - on
- Tak - i płacz
- Kochanie, spojrz na mnie... Obiecuje Ci że wyniose cie ze szpitala na rekach... - Bill. On zawsze był optymistyczny.. kurde ja tez... czemu nachodza mnie głupie mysl zamiast wierzyc..???? co??? nie wiem. Przez cały tydzien Bill starał sie ruszyc... robił wszystko ale nie mógł... Tydzien minał na bezowocnej pracy... Bill nie moze sie ruszyc.. wciaz.. Przyszedł lekarz
- Prosze pana.. - powiedział ze smutkiem w głosie
- NIE!!! Niech mi pam da jeszcze dwa dni!!! - Bill krzyczał
- Kochanie ale. - ja
- Dam rade!!!! nie poddam sie!!! nie!!! - Bill
- Dobrze.. 2 dni. - lekarz. W nocy poczułam ze ktos mnie glaszcze po glowie.. to był Bill. Cud???? raczej tak
- Mówiłem??? co prawda tylko rekoma ale zawsze nie?? - Bill
- Tak kochanie!! to wspaniale.. - ja. Rano przyszedł lekarz
- To cud!!! Gratuluje!!! - po badaniach okazało sie ze:
- Pana nerwy pracuja! - powiedział z usmiechem lekarz
- Ale wciaz nie moge poruszyc nogami.. - Bill
- I sam pan nie da rady... mozemy przeprowadzic operazcji ale nie ma zadnej... zadnej gwarancji ze bedzie pan chodził. - lekarz
- Oczywi¶cie prosze zawiesc mnie na stół operacyjny nawet teraz! - Bill
- Ale prosze pana.. istnieje niebezpieczenstwo ze sie pan nie obudzi...
- Słucham???? - ja - nie zgadzam sie!!!
- Pan ma cukrzyce i narkoza moze tak osłabic serce ze moze spowodowac nawet zatrzymanie akcji serca... - lekarz
- Chce te operacje. - Bill
- Ale kochanie.. mozesz sie nie obudzic!!!! - ja krzyczałam.. to niedorzeczne!! w zadnym wypadku nie pozwole zeby Bil ryzykował swoje zycie. Ale... nie bedzie chodził do konca zycia.. jest młody.. na szczycie sławy... kariere skonczymy, i bedziemy razem jakos sobie radzic... Jezu.. przeciez ja tego nie chce!! chce spiewac z Billem w Tokio Hotel!!! zdobywac kolejne nagrody!!!
- Monika, pamietasz obiecałem ci co¶.. - Bill - i dotrzymam obietnicy. Mówiłem ze rusze rek±??? mówiłem... musze sprobowac wszystkiego zeby moc wrocic na scene.. - Bill
- Ale jesli cie strace... - ja
- Nie stracisz... kocham cie.. - pocałowałam go
- Trzymaj sie brachu. - powiedział Tom gdy wiezli Billa na sale operacyjna.
- Nie zawiode was! - Bill. I zamknely sie drzwi od sali.
- Tom idziesz do domu?? - Sara
- Nie kotku.. musze zostac Monika??
- No ja tez zostaje przeciez musze... mój Bill - ja
- No to zostaje z wami - Sara
- Dzieki. - powiedział Tom i pocałował Sare - kocham cie...
- Ja ciebie tez.. - Sara. Patrzyłam przez szyba na Billa, juz zasnał... modliłam sie zeby jego serce wytrzymało...